Wiersze poetów sufickich
- przedwojenne tłumaczenia -

 

Poniżej zebrane wiersze pochodzą z moich dawnych notatek. Są tłumaczeniami napisanymi przez polskich przedwojennych poetów. Były zebrane z książki lub książek "Dywan Wschodni" (niestety nie jestem pewien tytułu oraz nie znam nazwy wydawcy).

Dżelaleddin Rumi
Hafiz
Lebid


RUMI

DYWAN.

I.

Śmierć kończy nędzę żywota,
Ale przed śmiercią drży życie:
Widna mu ręka, co skrycie
Czarna ku niemu się skrada,
Ale nie widna mu złota Czara,
co w ręce tej świeci.
Drży serce, które napada
Miłość, bo miłość jest zgonem:
Ja swoje traci, kto wleci
W jasne miłości ramiona:
A przecież miłości i śmierci
Przyszłości oddana korona.

Rumi tłum. Józef Szujski

II.

Czy wiesz kto duchów podczaszym?
Wiesz, jakie duchów napoje?
Podczaszym Allach nasz wielki,
Napój - nicestwienia zdroje.
Chłoń w siebie napój zachwytu,
Płoń w wielkim miłości żarze,
Kropla spragniona nicestwa
W morza szerokim obszarze!
Biesiadnym świat cały stołem,
Każde stworzenie pucharem:
Bóg trzyma puchar w swej ręce,
Pragnienia my płoniem pożarem.
Pijaną winna być mądrość
Jeśli ku niebu wystrzeli,
Pijaną ziemia i niebo,
W niebie pijani anieli.

Rumi tłum. Józef Szujski

III.

Gdy wicher morze w sine zmarszczki kłębi
I dziką pianą grą po strunach fali:
Czyj wzrok dopatrzy, jaka cisza w głębi,
Jaki świat pod nią pereł i korali.
Kiedy w zawiści los nieubłagany
Na bladem licu ryje męczeństw dzieje:
Kto myśl odgadnie mędrca co bez zmiany
Czystym jak słońce blaskiem promienieje?

Rumi tłum. Karol Mecherzyński

IV.

Kiedym ujrzał, żem jest cierń - wnet schroniłem się w gęstwinie róży.
Kiedym ujrzał, żem jest kwas - wnet zmieszałem się z nektarem trzciny.
Kiedym ujrzał, żem jest jad - wnet wlałem w czarę lek teriaku;
Kiedym ujrzał na dnie męt - zaczerpnąłem źródeł nieśmiertelnych.
Kiedym ujrzał, żem jest mrok - na Jezusie gwiezdnym wsparłem dłoń mą;
Kiedym ujrzał, żem jest grób - otworzyłem bramy, wiecznych sadów.

Rumi tłum. Tadeusz Miciński.

V.

Mąż Boży pijany jest bez win -
mąż Boży syty jest bez mięs.
Mąż Boży w wiecznem jest zdumieniu
mąż Boży trwa bez snu.
Mąż Boży nie jest wiatrów pył,
mąż Boży nie jest mróz ni żar.
Mąż Boży jest w chałupie król,
mąż Boży jest w pustyni skarb.
Mąż Boży jest świątynią posłuszeństwa,
mąż Boży jest grodem dobrych czynów.
Mąż Boży w niewierze jest wierzący,
mąż Boży nie zna cnót ni grzechu.
Mąż Boży jest uczonym w Bogu,
mąż Boży uczonym nie jest ksiąg.
Mąż Boży jest morzem niezmierzonem,
mąż Boży dżdżem jest bez nawałnic.
Mąż Boży, głęboko jest ukryty -
mój synu ! Znajdź go, idąc w mroku.

Rumi tłum. Tadeusz Miciński.

VI.

Święto idzie, święto idzie - szczęście idzie tu !
trąby weź, hymny graj - księżyc idzie tu.
Święto idzie, miłośniku - słyszysz dźwięki sfer?
Z najwyższego tronu nieba Zbawca idzie tu.
O pieśniarze, o tancerze szukający nowych gór -
przez otchłanie tej Gehenny zamek szczęścia idzie tu.
Wielu mędrców wszak z podziwu nagle ciemnych stało się,
gdyż nieznany widm korowód z napowietrza idzie tu.
Czarnoksięską mocą poi i w proroków zmienia nas -
różdżką świętą tego Władcy z mogił ziemnych idziem tu.
W korowodzie bohaterskim widm krążących, gwiezdnych dusz -
Nieskończona Mleczna Droga - nad otchłańmi idzie tu.
Bądź radosny, tajemniczo. Tajemniczy - wolny bądź -
wsiane jedno ziarno szczęścia - całem zbożem idzie tu.
Wśród milczenia - jako lilie, wśród umartwień jako głaz -
duszę swoją daj wieczności - zamek boży idzie tu.

Rumi tłum. Tadeusz Miciński.

VII.

Jam lśniący - mgławy, śnieżny - czarny jak demon:
Dobrem jest tamto i to.
Jutrznia - gryf nocny Simurg - zwierciadło Maga Salomona:
Dobrem jest tamto i to.
Pył - wicher - morze - wulkan - miłość - gród nienawiści:
Dobrem jest tamto i to.
Lampa - mogiła - skała - wosk topniejący:
Dobrem jest tamto i to.
Księżyc - mroki - poranek - gromnica po nad zmierzchem dusz:
Dobrem jest tamto i to.
Wciąż zmieniam barwy, wciąż miejsce - umieram, płynę i wschodzę:
Dobrem jest tamto i to.
Z grobu mój sztandar i trąba - w niebiosach rozpięty mój namiot:
Dobrem jest tamto i to.
Człowiek mój zmarłe jest zwierzę, zwierzęta mam z Diwów - Aniołów:
Dobrem jest tamto i to.
Słuchają mię Huri i Peri - sam jestem wiecznie w pustyni:
Dobrem jest tamto i to.
Z pokorą serca wyznaję - jam ten, co idzie wśród mroku:
Dobrem jest tamto i to.
Mówię to z słońcem nad głową: rozjaśnij się - w mrok zejdziesz znów !
Dobrem jest tamto i to.

Rumi tłum. Tadeusz Miciński.

VIII.

Jakąż pracownię nosisz w sercu?
jakie bożyszcze lśni w twem sercu?
Nadeszła wiosna czas zasiewu -
któż wie, co ty urodzisz w sercu?
Zasłona kryje świat zewnętrzny,
lecz nam rozchyla magię w sercu.
Tułacz swe nogi wsparł na kałuży,
lecz jego wirch bez chmur jest w sercu.
Gdyby nie było marzeń nad ziemią,
nie lśniłby wówczas księżyc w sercu.
I gdyby nie był los mój władztwem Króla -
nie miałby Bóg zamczyska w sercu.
Jest to mityczna niezbrodzona puszcza,
gdzie łów szatanów odbywa się w sercu.
Tu morze myśli bije fal głębiami,
fosforescencye i Lewiatan w sercu.
Zamilknę, gdyż myśl nie znurkuje moja
tych krajobrazów w mojem własnem sercu.

Rumi tłum. Tadeusz Miciński.

IX.

O ludzie wschodni! miłością upojony w tym wszechświecie jestem
poganin i wierzący - pijany życiem mnich - jam jest!
Jam nieba tron od pyłu aż do Plejad,
pomyśl: od wstrętu do rozkoszy drobiną tą jam jest.
Mahomet na dwa strzały z łuku stał od tronu Boga -
jam boży tron - pra-słowo Jana, Wedy i psalm - jam jest!
Jam fetysz gwiazd, Golgoty krzyż - Baal i Dagon -
jam czarny aerolit - i, gdzie ofiary się zarzyna, chram - jam jest.
Na siedemdziesiąt sekt i dwie dzieli się gałąź wiary -
lecz jeden pień - wierzącym co trwa u drzewa stóp - jam jest.
Zrozumiej ogień, powietrze, wodę, ziemię -
wodą, powietrzem, ziemią, ogniem - i nadto coś - jam jest.
Jam kłamstwo przybite na krzyżu wiar, jam ciężar ziemi
jam zło przeklęte - idący wśród wyzwoleń duch - jam jest.
Z najgłębszych piekła zim - najwyższy żar płomienia,
raj niewyśnionych snów, niszczyciel gwiazd - jam jest.
Na ziemi tułam się, z chmur skrzydła wlokę w otchłani -
człowieczy ból, aniołów hymn, szatana myśl: jam jest.
Jam nieświadomy - i znany tylko mnie - o, skończ męczarnie !
gdziekolwiek idę - jestem duszą. - Przeminie świat: jam jest.

Rumi tłum. Tadeusz Miciński.

X.

Jam pyłek jest słoneczny, jam tarcza słońca w chwale.
Pyłkowi mówię: zostań, a słońcu: odpłyń w dale.
Jam migotanie ranka, jam jest wieczoru powiew:
Szmer, którym szumią lasy; szmer, którym szumią fale.
Jam jest maszt, jam ci ster, jam sternik, jam i okręt:
Rafa, co łamie okręt, - wyrosła nad korale.
Jam ptasznik, jam jest połów, jam ptak - i jam jest siatka.
Jam obraz, jam zwierciadło, dźwięk, echo co brzmi w skale.
Jam jest żywota drzewo - na drzewie jam papuga:
Jam jest myśl i milczenie, jam mowa, radość - żale.
Jam jest wydechem fletu, jamci jest duch człowieczy -
Przeze mnie głazy ogniem, złotem się skrzą metale.
Jam świeca - i krążący dokoła świecy motyl;
Róża - i słowik, który śpiewa jej miłość w szale.
Jam jest wojna i pokój, jam twierdza i zwycięstwo -
Gród, obrońca i wróg - co obległ go w zapale.
Jam jest wapno i kielnia, mularz i rusztowanie -
Kamień węgielny - szczyt - i gmach - i gruz - i pale -
Jam srogi lew i jeleń - jam groźny wilk i jagnię
I pasterz, co je wszystkie, na jedną spędza halę.
Jam jest łańcuchem istot, jam światów kołowrotem,
We mnie bytów rozrostu i ich rozkładu skale. -
Jam jest co jest i nie jest. Jestem - o Ty co wiesz to -
Dżelaleddin; jam dusza - we wszech-istnienia chwale.

Rumi tłum. A. Lange

XI.

Patrzę w górę i ujrzałem we wszechprzestworów świata planach - Jedno
Patrzę w morze i ujrzałem we wszystkich fal wzburzonych pianach - Jedno.
Patrzę w serce: serce morzem, serce świata wszechprzestworzem,
Pełnem snów i oto widzę w onych wszystkich snów tumanach - Jedno.
Tyś jest pierwsze i ostatnie i zewnętrzne i wewnętrzne -
A twe światło jako całość lśni we wszystkich barw odmianach - Jedno.
A gdy patrzysz z granic wschodu na granice hen zachodu,
Oto kwiecie - spójrz - rozkwita na zielonych wszystkich łanach - Jedno.
Cztery bestye niepokorne ciągną światów wóz; lecz oto
Tyś je spętał - dziś w twych rękach są jakoby w swoich panach - Jedno.
Wiatr i ogień, ziemia, woda - patrz-stopiły ci się w Jedno,
Choć w twem sercu była trwoga - że nie złączą się w omanach - w Jedno.
Toż błagania serc wszechżycia między niebem oraz ziemią
Niech nie będą ci przeszkodą - łącz je niby w ślubnych wianach w Jedno.

Rumi tłum. A. Lange

XII.

Nie skarż się, żeś spętany więzami twardemi -
Nie skarż się, żeś zmuszony dźwigać więzy ziemi -
Nie skarż się, że więzieniem są te twoje targi -
Bo świat więzieniem czynią właśnie twoje skargi.
Nie pytaj, jak zagadka rozwiąże się losu -
Rozwiąże się zagadka bez twych pytań głosu.
Nie mów, że pożegnanie Miłość dała tobie:
Kogoż to Miłość żegna we własnej osobie?
Nie wahaj się, gdy o twe imię śmierć zapyta:
Słodką Śmierć temu, który bez wahań ją wita.
Nie ścigaj Sarny ziemskich rozkoszy manowca,
Gdyż Sarna lwem się stanie, ścigać pocznie łowca.
Nie targać pęt swych cieśni - serce niech pamięta:
A nie będziesz się żalił, że cię łańcuch pęta.

Rumi tłum. A. Lange

XIII.

Patrz - umarłem, jako kamień, zmartwychwstałem jako krzew -
Zmarłem jako krzew - i jąłem biegać w koło jako lew -
Zmarłem jako lew - i oto mój gorący zabrzmiał śpiew -
Jako człowiek pieśń śpiewałem: czemu trwoga śród mych trzew?
Toż nie zmniejszy mojej miary - nowej śmierci mojej kwef -
Gdy po latach jako człowiek - zejdę w chłodny grobu zziew -
Wtedy zyskam ja anielskie - białe skrzydła nieba stref -
A gdy znowu jako anioł - na ofiarę dam swą krew -
Choć to trudne do pojęcia - treść ma przejdzie w boży wiew!

Rumi tłum. A. Lange

XIV.

Kibla - do której wierny zwraca się - to Mekka.
Kibla - do której dąży szach - to światowładztwo.
Kibla - do której dąży kupiec - to bogactwo.
Kibla - zakochanego - to piękność kochanki.
Kibla - żądnego uciech - to są pełne szklanki.
Kibla - mędrca - to księgi - to nauki droga -
Kibla - illuminata - jest widzenie Boga !
Kibla - to, co jest wyższa, niż nauki droga -
Kibla - pełniejsza uciech, niźli pełne szklanki -
Kibla - stokroć piękniejsza niż piękność kochanki -
Kibla - stokroć bogatsza nad wszelkie bogactwo,
Kibla- stokroć świetniejsza niźli światowładztwo,
Kibla - świętsza niż święta Kaaba i Mekka.
Kibla - cel, dążenie, meta, causa finalis; pielgrzymka pobożna do Mekki.

Rumi tłum. A. Lange


HAFIZ

DYWAN.

I.

Światło się stań! - zawołał
Bóg w nocy ciemnej mroku -
I patrz zabłysło światło:
Promienie w twojem oku.

Hafiz tłum. A. Lange

II.

Sławię Boga, który stworzył
Dnia i nocy wdzięk uroczy:
Dzień - promienność twego lica,
Noc - hebany twych warkoczy.

Hafiz tłum. A. Lange

III.

Zefir jął walkę toczyć z przyrodą -
Nie chce już krzaków różanych -
Nad czarowniejszą wiać chce gospodą -
Do warg twych leci rumianych.

Hafiz tłum. A. Lange

IV.

Tam, gdzie jesteś ty, o pani -
Na tem miejscu chcę umierać:
Nie chcę żadnej mórz przystani,
W twej przystani chcę umierać!

Bogacz skarby i klejnoty,
Gdy nadejdzie czas, porzuci:
Ja przy tobie, skarbie złoty,
Ach, przy tobie chcę umierać.

A gdy skryjesz się przedemną,
Ja u drzwi się twych położę:
Czy w dzień jasny czy w noc ciemną
U twych drzwi - ja chcę umierać.

Me ostatnie słowo, Boże,
Jakież będzie? Ach, jej imię!
Toć inaczej być nie może.
Z tem ja słowem chcę umierać.

Hafiz tłum. A. Lange

V.

Moje oko jest po to, aby twe promienie
Miały zwierciadło;
Moje łono jest po to, by twe objawienie
W głąb mą zapadło.

Hafiz tłum. A. Lange

VI.

Sąd wasz o mnie zbyt ostry, zbytek w nim pośpiechu -
Bo chociaż błądzę, alem jest czysty od grzechu.
Toż kiedy Bóg mnie tworzył, jakiś anioł płochy
Na wskroś przesączył winem me drzemiące prochy.

Gdy więc schnę - szukam rzeczy, która mnie odświeży.
Jasne, jakiej wilgoci użyć tu należy.
Na nic tu chłodna fala z rzecznej głębi sinej.
Konieczne tu ogniste winnych gron rubiny.

Hafiz tłum. A. Lange

VII.

Zieleniejem i więdniejem
Jako lichej trawy źdźbło:
Szczęście zwija się, przemija
Kruchsze niby szkło.

Niech zabłyśnie mi kochanka,
Choć na krótkich parę mgnień:
Jestem jak mydlana bańka
Pełna barw i drgnień.

Czem wymierza świat ten - wieczność?
Miarą - nudy pełne dni,
Miarą - własna niedorzeczność,
W której duch nasz tkwi.

Hafiz tłum. A. Lange

VIII.

Oddaję swego ducha
Podniosłą siłę wiatrom
Oddaję swoją mądrość
I swą naukę wiatrom.

Oddaję swą pokutę
I swą ascezę wiatrom -
Oddaję dzisiaj wszystko
To obłąkanie - wiatrom.

Niech skroń mi zajaśnieje,
Niech twarz się rozpogodzi:
Oddaję wszystkie zmarszczki -
I ich przyczynę - wiatrom.

Oddaję swe zwątpienia
l wszystkie zamyślenia -
Pijane miodem Lipca
I sokiem wina - wiatrom.

Oddaję twe kazanie,
Że niby duch takowy,
Co z bredni się wyzwolił -
Do piekła idzie - wiatrom.

Oddaję, co się szarzy
I to, co się błękici
I wszystko co mistycznie
Zapada próżnię - wiatrom.

Oddaję to, co burzy
I grozi anatemą
Kacerzy w prochy wali
I głupców straszy - wiatrom.

Oddaję to co belfrzy -
I to co bakałarzy -
I to co klasztoruje
I co popuje - wiatrom!

Hafiz tłum. A. Lange

IX.

Mów, najmilszy z kim twój związek?
Kto są twoi towarzysze?
Te słowiki śród gałązek.
Ach, te rozkochane twory,
Co śpiewaniem mącą ciszę
W letnie noce i wieczory.
Zefir. - Ach, ten szaławiła,
Co swe szepty w świat rozsyła -
I jest różnych bajek posłem!
Róże, lilie te pachnące!
Ach, toż pachnąć ich rzemiosłem -
Toż jedynie pachną wiecznie -
Ni się modlą na swej łące,
Ni pracują użytecznie.
Teraz znamy cię do rdzenia -
Z jakiegoś ty jest plemienia:
Brak rozsądku - twoją cechą,
Wiersze pisać - twą uciechą.

Hafiz tłum. A. Lange

X.

Kamień przynieś mi mądrości,
Puchar przynieś mi Dżemszida -
I zwierciadło Aleksandra
Oraz pieczęć Salomona:
Jednem słowem - przynieś, mówię,
Wino przynieś mi, karczmarzu!
Abym obmył włosienicę,
Którą pycha i nienawiść
Uczerniły w brudne plamy;
Bym złud przędzę niedorzeczną,
Którą w świat i żywot ludzki
Derwiszowe kłamstwo wplotło,
Dłonią rozdarł spotężniałą.
Wino, abym zdobył ziemię,
Wino, bym szturmował w niebo,
Wino, abym jednym skokiem
Ponad oba stanął światy:
Wino - przynieś mi, karczmarzu!

Hafiz tłum. A. Lange

XI.

Chcę czarę wina wychylać za czarą -
Chcę pocałunek pić za pocałunkiem -
Chcę kochać wiecznie nad miarę nad miarą -
Chcę nieskończenie upajać się trunkiem.

Hafiz tłum. A. Lange

XII.

Ja jestem Salamandra -
W płomieniach jeno żyję -
Ja kocham ogień skrzący,
Palący, gorejący -
Czerwone żary piję!

Hafiz tłum. A. Lange

XIII.

Moi przyjaciele - to nie z monasterów
Mnichy - z opętańców albo wizyonerów.
Znajdziesz u mnie puste nagie ściany chaty -
Nie jest ci mym krewnym żaden pan bogaty.
Miewam ja czasami w domu ładne twarze,
Ale to nie widma ni senne miraże.
Hafiz to poeta dumny choć ubogi -
O nic on nie prosi pod pańskiemi progi.
- Ależ miej rozsądek - nie mów tak - inaczej
Powodzenie twoje na nic się wypaczy.
- Ach, na próżno mówisz: rozsądek! Bez liku
- Słów znam, ale tego nie masz w mym słowniku!

Hafiz tłum. A. Lange

XIV.

O gdybym morzem był przezroczystem -
Ty słońcem, które w niem się przegląda!
Gdybym na łące był źródłem czystem -
Ty kwiatem, co mej rosy pożąda!
Gdybym był róży majowej krzakiem -
Ty na nim różą ku mej ozdobie!
Gdybym był ziarnem słodkiem, ty ptakiem,
Który to ziarno z rozkoszą dziobie!

Hafiz tłum. A. Lange

XV.

Dość już długo o północy
Spoczywałem na swem łożu -
Aż coś straszyć mię zaczęło -
I - patrz! nagle - niespodzianie
Stanął przy mnie z wszystkich duchów
Najmilejszy i najsłodszy,
Uśmiechnięty, rozśpiewany -
Wzrok miłosny miał, łotrowski -
Upojenia ogniem lśniący.
Oto zbliżył ci się do mnie -
I u boku mego siada
I ramieniem mię obejmie
Chyli ku mnie swoje usta -
I do ucha tak mi szepcze.
- Cóż ty śpisz, nygusie stary!
Cóż tak wcześnie odpoczywasz!
Czy już nie masz pić ochoty -
I całować nie masz chęci?
Zbudź się - rześko spójrz dokoła -
Spróbuj wina tego kroplę!
Ten zaś Sufi, co doń takim
Trunkiem zacnym przepijają -
Jeśli wina nie zażąda:
Iście duszę ma, jak kłoda -
A tak martwy jest, jak kamień.

Hafiz tłum. A. Lange

XVI.

Tam w komnacie człowiek obcy
Lubą moją w dłoniach trzyma;
Ja na progu siedzę smutny
Z zapłakanemi oczyma.

Uciec, skryć się, stronić z dala:
Takby głos mi kazał świata.
Każe rozum, lecz ja siedzę,
Gdzie nieszczęsna jej komnata.

Świat szeroki, ależ dla mnie
Miejsca innego nie będzie:
Innej z niego niema drogi
Prócz tej, co do grobu wiedzie.

Hafiz tłum. Józef Szujski

XVII.

Płacz mój podobien do deszczu,
Który upada w dzień wiosny:
Wiosenny deszczyk nie spłucze
Zieleni świata; miłosny
Jeszcze ją mocniej podnosi:
Mój płacz mi w duszy żałosnej
Obrazu lubej nie spłucze,
Chociaż oblicze jej rosi -
płacząc - ja kochać cię uczę.

Hafiz tłum. Józef Szujski

XVIII.

Biadaż! dotknął mnie Aniew Pański!
Nieprzyjaciół mam ja siła:
Każdy derwisz muzułmański,
Każdy świątobliwy wiła. -
Nieobłudny, niewyjadacz,
Co ja biedny z nimi zrobię?
Ot! podpiję wina sobie.
Coraz trudniej mi żałować,
Coraz krzywiej patrzy cnota!
Niema tu już co pracować,
By odwrócić dopust Pański:
W oczach naszych świątobliwych
Wszak czarniejszym być nie mogę,
Niźli murzyn alrykański!

Hafiz tłum. Józef Szujski

XIX.

Kiedy kwitną róże, miłość szkołę zakłada,
Słowik jako profesor rzecz w gaju wykłada.
Stary Hafiz pokorny do szkoły się wkrada,
Słowik mówi, on pisze, światu rozpowiada.
Nauczył się dwóch rzeczy i śmiało je gada:
Niema jak piękne dziewczę i z winem biesiada.
Gdzie tego niema, pusto: żywot się nie nada.
Straszno: piekielnych duchów gnieździ się gromada.
Dla tego prosi nieba, choć sławę postrada:
Zostaw mnie w moich grzechach, dusza grzechom rada.

Hafiz tłum. Józef Szujski

XX.

Po co sluchać, jak derwisze
Pustą huczą mową,
Aby cię zabrali
W niewolę duchową?
Ja niech raczej słyszę
Słowika, z zielonej
Co róże ambony
Po swojemu chwali;
Co wiośnie, miłości
W zachwycie pieśń śpiewa.
Niebiosa - meczetem,
Wiernymi mu - drzewa.

Hafiz tłum. Józef Szujski

XXI.

Nie żałuje Hafiz, co się stało,
On żałuje, co się omieszkało.
On żałuje, ale każdej chwili,
Którą spędził w oszukańców gronie,
Bez pucharu, co duszę posili,
Bez kochanki, co w uścisku tonie,
Bez wolnego geniusza polotu:
Bo zginęła, - a już bez powrotu!

Hafiz tłum. Józef Szujski.


LEBID - Poeta arabski z okresu przed Muhammadem

Nieprawym się rządzimy powszechnie zwyczajem.
Próżne są uwielbienia, które ludziom dajem.
W największem myśli dzieła i słów natężeniu
Stwórcy one należą, nie jego stworzeniu

Zyski, które świat daje - zwykłym idąc tropem.
Czczeni blaski zdradzają, są tylko pozorem.
Ten, co dał istność rzeczom, postać i zamiary,
Ten tylko uszczęśliwić może swemi dary.

Lebid tłum. Ignacy Krasicki


 Poezja

Strona główna

Ostatnia aktualizacja tej strony:
00-07-17 22:09:19

Kontakt z autorem e-mail:
Arkadiusz Choczaj